Tag Archives: Warszawa

 

Fot. Tadeusz K. Kowalski

Nagle w środku słonecznego dnia zrobiło się ciemno. Potem lunęło, grzmiało, wichrowało. Na Woli, gdy siedziałam w pracy w budynku tworzącym podkowę, z prawego skrzydła wiatr zerwał kawałek blachy i rzucił ją na środkowy skośny dach. Strach pomyśleć co będzie, jak wiatr ją zdmuchnie i na kogoś spadnie. Może przeciąć na pół. Pan Zdzisiu, który leży w służbówce i ogląda telewizję, poinstruowany o zdarzeniu oznajmił, że on na dach nie wejdzie. I słusznie. To ja będę przechodziła pod dachem.

Zapisz

Zapisz

Mój ojciec powiesił w przedpokoju mosiężną płaskorzeźbę Józefa Piłsudskiego. To były lata 70. XX wieku. Razem z mamą byli dobrymi brydżystami. Ojciec – rzemieślnik-indywidualista-prywatna inicjatywa (to ostatnie, to określenie wówczas małego prywatnego biznesu) lubił grywać z dobrymi brydżystami-prokuratorami. Piorunochronami, można by dzisiaj powiedzieć. Im jednak ta płaskorzeźba się nie podobała i poprosili, żeby przed ich przyjściem na roberka ją ściągać. Przypomniało mi się to dzięki plakatowi promującemu III Festiwal Przystanek Niepodległość, zapowiadany na 23-25 czerwca.

Fot. Tadeusz K. Kowalski

Mój ojciec powiesił w przedpokoju mosiężną płaskorzeźbę Józefa Piłsudskiego. To były lata 70. XX wieku. Razem z mamą byli dobrymi brydżystami. Ojciec – rzemieślnik-indywidualista-prywatna inicjatywa (to ostatnie, to określenie wówczas małego prywatnego biznesu)  lubił grywać z dobrymi brydżystami-prokuratorami. Piorunochronami, można by dzisiaj powiedzieć. Im jednak ta płaskorzeźba się nie podobała i poprosili, żeby przed ich przyjściem na roberka ją ściągać.

Przypomniało mi się to dzięki plakatowi promującemu III Festiwal Przystanek Niepodległość, zapowiadany na 23-25 czerwca.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Podobno facetom trzeba mówić wprost i wyraźnie o co kobiecie chodzi. Więc piszę o co mnie biega. Doceniam panowie wartość waszych klejnotów. Ale jak o nie tak dbacie, to proszę stańcie sobie w rozkroku, a nie siadajcie w nim.

Fot. Grażyna Lubińska

Na zdjęciu wersja szczupła. Mięśniaka albo grubasa, bałabym się zdjąć. Ale oczywiście ich rozkraczenie na siedzeniu w metrze, autobusie, tramwaju czy pociągu, w którym płacę za miejscówkę jest jeszcze gorsze. Raz w pociągu zwróciłam uwagę rozkraczonemu grubasowi, który siedział obok, że zajmuje moją przestrzeń, za którą zapłaciłam. Nie dość, że nie poskutkowało, to na dodatek rozpychał się bardziej.

Co zrobisz TIR-owi, który zajeżdża ci drogę, gdy prowadzisz osobowe auto? Ja na zderzenie nie idę.

Podobno facetom trzeba mówić wprost i wyraźnie o co kobiecie chodzi. Więc piszę o co mnie biega. Doceniam panowie wartość waszych klejnotów. Ale jak o nie tak dbacie, to proszę stańcie sobie w rozkroku, a nie siadajcie w nim.

 

Zapisz

Zapisz

To ważna data. Wielotysięczne protesty kobiet – uliczne marsze, strajki i demonstracje przed instytucjami publicznymi – odbywały si ę w ponad 50 krajach. W Tajlandii, Australii, Irlandii, Brazylii, Argentynie i Peru, w kilkudziesięciu miastach amerykańskich, a przede wszystkim – dla nas przede wszystkim – w Polsce. Chodzi w nich o to, żeby kobiety traktowano na równi z mężczyznami. I żeby i m.in. mężczyźni nie decydowali o nich bez nich!

Fot. Tadeusz K. Kowalski

To ważna data. Wielotysięczne protesty kobiet – uliczne marsze, strajki i demonstracje przed instytucjami publicznymi – odbywały się w ponad 50 krajach. W Tajlandii, Australii, Irlandii, Brazylii, Argentynie i Peru, w kilkudziesięciu miastach amerykańskich, a przede wszystkim – dla nas przede wszystkim – w Polsce. Chodzi w nich o to, żeby kobiety traktowano na równi z mężczyznami. I  żeby, m.in. mężczyźni nie decydowali o nich bez nich!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Słomińskiego w Warszawie. Stacja rowerów Veturilo. Zaczął się ruch. Idzie wiosna!
Fot. Tadeusz K. Kowalski  Ulica Słomińskiego w Warszawie. Stacja rowerów Veturilo. Zaczął się ruch. Idzie wiosna!

Pomyślałam: nigdy tego nie robiłam, trzeba spróbować. To mój plan na sezon rowerowy. Jeszcze się nie śpieszmy, jeszcze poczekajmy, ale muszę spróbować. Choć nie wiem jak to się robi.

Zapisz

Zapisz

To Rózia - sarna - z Łazienek Królewskich w Warszawie. Właściwie nie wiadomo skąd się tu znalazła, ale jest już stąd. Po raz pierwszy zobaczyłam ją w 2009 roku. Wyjechałam do Krakowa na weekend, a po powrocie Tadeusz opowiadał mi, że mignął mu na spacerze daniel. – Ach, daniel? ¬– żartowałam z niedowierzaniem, sugerując, że musiał mieć jakieś zwidy pod jakimś wpływem. Wtedy też była zima. Tyle, że więcej leżało śniegu. Wciąż świeżego. Na spacerach szukaliśmy śladów daniela. W końcu po trzech-czterech tygodniach wytropiliśmy sarnę. Jakiś mężczyzna powiedział nam, że to Rózia. Jest samotna i mimo iż sprowadzono jej koziołka, uciekł. Był młodszy od niej. Czy to przyczyna? A może po prostu nie lubił miasta? Rózia do dziś pozostała singielką. Wiosną i latem nawet w niedzielę – mimo wzmożonych odwiedzin spacerowiczów – potrafi wypuścić się w oblegane rewiry Łazienek. Kilka miesięcy jej nie widziałam. Już się o nią martwiłam. A tu, ot - jest! Cieszę się, że z nią i u niej, wszystko w porządku. Poza zimą oczywiście. Ale, to już zimy ostatnie podrygi.

Fot. Tadeusz K. Kowalski

To Rózia z Łazienek Królewskich w Warszawie. Właściwie nie wiadomo skąd się tu znalazła, ale jest już stąd. Po raz pierwszy zobaczyłam ją w 2009 roku. Wyjechałam do Krakowa na weekend, a po powrocie Tadeusz opowiadał mi, że mignął mu na spacerze daniel. – Ach, daniel? ­– żartowałam z niedowierzaniem, sugerując, że musiał mieć jakieś zwidy pod jakimś wpływem. Wtedy też była zima. Tyle, że więcej leżało śniegu. Wciąż świeżego. Na spacerach szukaliśmy śladów daniela. W końcu po trzech-czterech tygodniach wytropiliśmy sarnę. Jakiś mężczyzna powiedział nam, że to Rózia. Jest samotna i mimo iż sprowadzono jej koziołka, uciekł. Był młodszy od niej. Czy to przyczyna? A może po prostu nie lubił miasta? Rózia do dziś pozostała singielką. Wiosną i latem nawet w niedzielę – mimo wzmożonych odwiedzin spacerowiczów – potrafi  wypuścić się w oblegane rewiry Łazienek. Kilka miesięcy jej nie widziałam. Już się o nią martwiłam. A tu, ot -  jest! Cieszę się, że z nią i u niej, wszystko w porządku. Poza zimą oczywiście. Ale, to już zimy ostatnie podrygi.

 

Zapisz

Zapisz

protest Zielonych w obronie polskiej przyrody w Warszawie

Fot. Tadeusz K. Kowalski

Dziwiłam się swoim przyjaciołom, że z maleńkim dzieckiem mieszkają w Nowej Hucie. Były to lata osiemdziesiąte XX wieku. Wtedy jeszcze huta im. Lenina (a nie im. T. Sendzimira) zionęła wszystkimi swoimi kominami dniami, a zwłaszcza nocami. Los mnie pokarał i ja też musiałam wynająć małe mieszkanko w tej dzielnicy. Gdy otwierałam w nim okno, w pierwszym odruchu zdmuchiwałam ciężki pył z parapetu, żeby wiatr nie wdmuchnął mi go do pokoju. Po powrocie ze spaceru z leżącym nieruchomo w wózku swoim niemowlakiem, precyzyjnie zdejmowałam z jego buzi metalicznie błyszczące opiłki, żeby nie dostały mu się do oczu ani buzi.

Dziś była w Warszawie manifestacja w obronie polskiej przyrody. Nam, ale i tym co po nas, tlenu potrzeba, czystej wody i gleby. Reszta nie jest ważna. Przeżyjemy.

Zapisz

Zapisz