
Gdyby Polski i polskości nie było, flagę bym wywiesiła. A jeśli jedno i drugie jest? Wywieszacie flagę?!

Przez ten projekt nie śpię po nocach i nie, żebym kalkulowała, bo mnie ten projekt w pewnym sensie nie dotyczy (tylko w pewnym sensie), ale mam wiele pytań:
– czy pierwsze dziecko w rodzinie nie będzie poszkodowane? (bo nie planuje się na nie 500 zł prowizji rodzicielskiej). Wymyśliłam odpowiedź: Nie , bo bez pierwszego dziecka nie będzie prowizji za drugie.
– czy datek na każde kolejne dziecko (po pierwszym) jest wystarczający, by było więcej bogobojnych i pisobojnych Polaków? Też sama wymyśliłam odpowiedź: Nie sądzę, może tylko trochę wzrośnie skala dzieci z marginesu społecznego.
– czy na dzieci adoptowane też ten zasiłek będzie się należeć?
– czy tylko na białe dzieci z rodzin katolickich?
– czy tylko na białe dzieci niezależnie od wyznania?
– czy mogę adoptować kilkadziesięcioro dzieci i tworzyć coś na kształt wielkiej rodziny?

Zawsze lubiłam napis na tabliczce Włóczykija z historyjek Tove Jansson o Muminkach: „Zabrania się zabraniać”. Ale jak dziś ma się zachować matka, której dziecko chce wejść w kupkę liści przeznaczonych do plastikowego wora? Głupie pytanie. One (dzieci) dziś czasem wręcz nie lubią szurać w liściach, nie lubią liści (Jak tu brudno! – mówią). Z mojego dziennikarskiego śledztwa wynika, że nawet nie chcą zbierać kasztanów! No, chyba, że pani w przedszkolu lub w szkole każe. Świat kasztanowy i liściasty chyli się ku upadkowi.

Z wiewiórkami w Królewskich Łazienkach w Warszawie, zaprzyjaźniłyśmy się. Szczególnie lubię mowę ich ciała. One rozumieją moją. Dziś kupiłam dla nich dwa kilo orzeszków. Gdy kucam z wyciągniętą ręką, na której leżą orzeszki laskowe, podchodzą. Mam na dłoni kilka, żeby mogły wybrać ten najlepszy. Wybierają. Potrafią liczyć! Bo jak jest więcej orzeszków, szybko zakopują tego wziętego i wracają po następny. Uwaga! Jesienią już są zainteresowane datkami. Gromadzą zapasy na zimę.

Trzeci listopada jest trzysta siódmym dniem w kalendarzu gregoriańskim stosowanym w Polsce od 1582 roku – na czterysta lat przed urodzeniem się mojego starszego syna Mateusza (liczone w latach).
Podoba mi się, że każdego dnia można wzlecieć.

M.in. lubię to, że dzień jest niezobowiązujący. Żadne kościelne święto. Ani państwowe. Groby pięknie wystrojone. Przygasłe świeczki i lampki wystarczy rozniecić. A według pogańskich zwyczajów, rozpalanie ognisk na mogiłach ma ogrzać błąkające się po Ziemi dusze.