Archiwum z miesiąca: Maj 2015

1 Comment

Nie wiem jak to facet wyliczył, ale powiedział, że „zarobiłam” 24 tysiące złotych na godzinę. Tylko raz mi się to udało. Orange dała mi tyle zarobić nie dlatego, że dla tej firmy pracuję, tylko dlatego, że jestem z niej niezadowolona. No i dlatego, że odpowiedziałam na ankietę.

Pewnego razu, po kolejnym moim telefonie do biura obsługi klienta dostałam od automatycznej ankieterki pięć pytań na ile punktów oceniam pracownika owego biura. Dałam cztery najwyższe oceny na pięć możliwych. Na pytanie „czy poleciłabym usługi Orange” – zgodnie z prawdą – powiedziałam „zdecydowanie nie”. Po jakimś czasie zadzwonił do mnie mężczyzna, którego imienia i nazwiska a nawet specjalizacji nie pamiętam, pamiętam jednak, że był w randze zastępcy dyrektora. Tknęło mnie od razu, bo przecież na ogół dzwoni ktoś tylko o imieniu i nazwisku, i mówi, że „specjalnie dla mnie przygotował ofertę”, oczywiście w nagrodę, że jestem wieloletnim użytkownikiem sieci.

Litania skarg

Dyrektor pytał dlaczego, skoro oceniłam tak wysoko pracownika biura obsługi klienta, nikomu nie chcę polecić firmy Orange. Opowiedziałam o tym jak dostałam wysoki rachunek za smsy po ok. 6 zł za jeden od nieznanej mi firmy. Smsy nieproszone, ale niestety jeden odebrany. Reklamowałam je i pani przez telefon obniżyła mi wysokość zapłaty do połowy. Niby sukces, ale połowiczny. Powiedziałam jej wtedy, że nawet nie wiedziałam, że coś takiego jest możliwe (i że moim zdaniem Orange musi z tego tytułu mieć jakieś profity, wszak te smsy mi dostarcza). Pani powiedziała , że mogę je zablokować, co od razu zrobiłam, ale w następnej fakturze też miałam kilkadziesiąt zł z tytułu niechcianych smsów. Znów po reklamacji opuszczono mi szybko i łatwo 50 proc. ich wartości. Znów nieuczciwie zarobiła na mnie firma Orange. Potem, gdy przedłużałam umowę przez telefon i chciałam zablokować te drogie smsy, powiedziano mi, że przy tej okazji nie można tego zrobić. Pod koniec drugiej godziny w biurze obsługi klienta, okazało się, że to nieprawda.

A potem dyrektorowi opowiedziałam, jak mi podstępnie wepchnięto telefon LG G2 Mini w ramach promocji. W zasadzie nie miałam wyboru. Nikomu takiego aparatu nie życzę.

rsz_lgmini_012

Dyrektor był przejęty moimi opowieściami, długo rozmawialiśmy. Powiedział, że zaczyna rozumieć dlaczego Orange traci klientów.

Obietnica rekompensaty

Na drugi dzień zadzwoniła pracownica Orange i powołując się na moją rozmowę z dyrektorem powiedziała, że w ramach rekompensaty, przez dwa miesiące moja faktura będzie opiewała na 1 zł. Stąd się wzięło przeliczenie mojego zarobku: 24 tys. zł za godzinę.

W Orange jak w Matriksie

Jak nie mam elektronicznej faktury, nie płacę. Upominam się o nią mailowo. Nie mogę bowiem zadzwonić  do mojego operatora zapytać co jest grane, bo nie znam swojego kodu abonenckiego. Podobno go dostałam kilkanaście lat temu, gdy podpisywałam pierwszą umowę.

Nie mogę też skorzystać z opcji internetowego mojego konta, bo zapomniałam haseł, a jak poprosiłam o przypomnienie nadano mi jedno. Tyle, że ja pierwszego też nie pamiętam, a drugi raz się nie mogę zarejestrować, bo numer telefonu mam ten sam. Do biura obsługi też nie mogę się dodzwonić. Jak dzwonię na numery stacjonarne podane na stronie internetowej, pojawia się komunikat, że rozmówca jest poza zasięgiem. Tak Orange jest poza zasięgiem. Przyznaję. Odradzam.

Dla tych, którzy zapytają czemu tkwię w tej firmie, odpowiadam: mam tablet (nienaprawialne badziewie, które wysiadło po kilku miesiącach) i aparat telefoniczny - do spłacenia. A potem adiós Orange.

 

Czy dziennikarz podpisujący się w „ Stołku” – piot – był kiedykolwiek na ul. Puławskiej powyżej numeru 300? Gdyby był, chyba nie napisałby, że zatrzymany przez policję 18 maja 2015 r. 41-letni mężczyzna, któremu odebrano w pierwszych godzinach obowiązywania zaostrzonych przepisów drogowych prawo jazdy, „pruł z prędkością 127 km/h.”

Kto nie zna Warszawy, pomyśli, że kierowca jechał z tą prędkością przez skrzyżowanie Puławskiej z Rakowiecką, czyli centrum miasta. Otóż ul. Puławska jest długa i na wylocie z miasta, Puławska powyżej nr 300, w jedną stronę ma trzypasmową jezdnię, a czasami dochodzi pas czwarty – prawoskrętny.
Puławska

Wzdluż drogi stoją głównie firmy, a jeśli nawet zdarzy się dom mieszkalny nikt nawet nie próbuje łamać przepisów i przebiegać przez w sumie sześciopasmową ulicę. Teren zabudowany? Na zdrowy rozum droga wylotowa, na której co najmniej 80 km/h byłoby dobrym rozwiązaniem.

Wszyscy to wiedzą. Dlatego kierowcy jadą szybciej a policjanci – jak chcą ich obłupić – łapią. Dziś jechałam Puławską w strone Dawidów. Z prędkością 50 km /h jak inni. Za to po skręcie w prawo, w Baletową, krętą i wąską długą uliczkę, gdzie tuż przy drodze gęsto stoją domy jednorodzinne a piesi miejscami nawet nie mają chodnika, tylko idą niepewnym krokiem po krawężniku przy trawniku, tu samochody nadganiają stracony na trzypasmowej jezdni czas. Śmiało jadą nawet 80 km/h. Przecież policja nie jest w stanie obstawić wszystkich dróg.