Fot. Tadeusz K. Kowalski
Część nabrzeża od strony Sopotu. Jacht jest imiennikiem miasta, a dziś, 10 lutego jest rocznica zaślubin z morzem.
Fot. Tadeusz K. Kowalski
Jak powiedział Chińczyk – tyle ludzi w pociągu to on widział tylko w Chinach. Robi interesy w imieniu China Bank. Ma 60 lat, a wygląda na czterdzieści kilka. Yan – w Polsce po prostu Jaś – pracuje nad tym, żeby pieniądze nie leżały w banku, bo to – jak mówi – marnotrawstwo. – Masz pomysł? China Bank go sfinansuje – zapewniał .
Pociąg, w którym obowiązują miejscówki, w czwartek przed meczem Portugalia–Polska w Euro 2016 wypełniony był po brzegi. Żaden konduktor nie miał szans sprawdzić biletów. Obsługa Warsu wodę rozdawała z ręki, bo korytarz dla wózka był nieprzejezdny. Pasażerowie w napięciu śledzili wskazówki zegarków. Pociąg już z Warszawy wyjechał z półgodzinnym opóźnieniem. O godzinie 22 miał zacząć się występ formacji Red Hot Chili Peppers. Jak skomentowała dziewczyna spod okna, najnowsza płyta The Gateway nie jest najlepsza, ale album Blood Sugar Sex Magic wciąż jest świetny. Pociągiem na koncert jechali też niebieskoocy Szwedzi i długonogie Włoszki. Dziś wielu z nich można było spotkać na płycie Redłowskiej, przy piwie w Tawernie Orłowskiej lub wzdłuż brzegu z puszką lub kawą w ręce. Albo pokotem.
Fot. Tadeusz K. Kowalski
Dorota (siostra moja) zadzwoniła z Krakowa, że w Gdyni mamy najlepszą pogodę w Polsce! W tym momencie już z kijami do Nordic Walking staliśmy na Płycie Redłowskiej. Każdy ze swoim aparatem fotograficznym
Na starcie,
z ulicy Kopernika w dół – za naszych wspólnych czasów tutejszej marszruty zrobiono schodki, postawiono przyrządy do zabawy i sportów, i piec do grillowania z ławeczkami, i stolikami – otóż tu na starcie zaatakowali nas wyborcy nie wspomnę jakiej partii, żebyśmy nie robili im zdjęć. Pili na powietrzu, agresja wynikała ze wstępnego aktu spożycia, jeszcze się nie rozluźnili. Dziecko w wieku kumatym, na pewno do szkoły chodzi, już chyba w wieku postkomunijnym, próbowało złagodzić napaść dorosłych. Może myśleli, że dokumentuję ich picie? Otóż – zdenerwowałam się tak, jakbym się zdenerwowała oglądając telewizję, jakikolwiek kanał – i gdy kobieta krzyczała, żebym nie fotografowała jej – zgodnie z prawdą – powiedziałam, że jej nie fotografuję. Zadyma zrobiła się straszna. Dopiero na moje stwierdzenie, że nie jest ładnym obiektem do fotografowania, zamilkła. Za to młody – płci męskiej – bo przecież nie napiszę, że mężczyzna – kazał mi iść do lasu i tam fotografować. Ma facet fart, że w Polsce nie można posiadać broni, żeby strzelać do plugastwa. Gdy zostawiliśmy ich przy butelce i tłustych kiełbasach, zaczęło się piękno.
O tym jakie seriale można oglądać na ekranie, dowiaduję się podczas kręcenia do nich zdjęć na ulicy. Dziś ujęcia z planu „Aż po sufit”. Ponieważ więcej czytam niż oglądam, zapoznałam się z treścią serialu. Obstawiam, że pod koniec opowieść nabierze znamion horroru, bo jak się dowiedziałam, w jednym domu mieszka trzypokoleniowa rodzina i [cytuję za oficjalną stroną serialu azposufit.tvn.pl] „rodzinny dom aż po sufit zapełnia się Domirskimi”. Myśl [?] ta zdradza zapewne treść jednego z ostatnich odcinków, kiedy zwłoki członków rodziny ktoś ułoży jedne na drugich aż po sufit. Nie wiem tylko, kto zabił.