Kartka z kalendarza

Młod klonik na Dolnym Mokotowie

Fot. Tadeusz K. Kowalski

Nie pamiętam, kiedy ostatnio ucieszyłam się z białych płatków śniegu. Kiedyś, oczywiście lubiłam, ale mi przeszło. Więc skąd ta moja radość, tego roku? Ot, kupiłam zimowe opony (poprzednie mi wyrzucono wiosną) i nagle odkryłam, że może to były dobrze wydane pieniądze?

Zapisz

Zapisz

Za każdym razem, gdy na nich patrzę wyobrażam sobie na jakich skałach już byli i co widzieli. Dla mnie: wysokoskalne pająki. A tu szara rzeczywistość? Nie! Wespną się na najwyższe skały świata, bo będzie ich na to stać. To tak, jak złotej rybce wyjawić, jakie się ma marzenie, a ona je spełni. Ot, recepta na spełnianie marzeń!
Mycie okien na zimę. Fot. Grażyna Lubińska

Za każdym razem, gdy na nich patrzę wyobrażam sobie na jakich skałach już byli i co widzieli. Dla mnie: wysokoskalne pająki.  A tu szara rzeczywistość? Nie! Wespną się na najwyższe skały świata, bo będzie ich na to stać. To tak, jak złotej rybce wyjawić, jakie się ma marzenie, a ona je spełni. Ot, recepta na spełnianie marzeń!

Zapisz

listopadowa poziomka w Krakowie w 2016 roku
Fot. Tadeusz K. Kowalski

Mój starszy syn podszedł do mnie i z dłoni do mojej dłoni przerzucił poziomkę. Zerwał ją z krzaczków przez siebie zasadzonych i zasianych.  Ot, ładne, ale dziś jest 1 listopada. To moja pierwsza w życiu świeża poziomka zjedzona w tym miesiącu! Wciąż dzieją się rzeczy niezwykłe. Coraz wyraźniej je widzę!

Nie miałam zamiaru w tym roku jechać na groby najbliższych albo wielkich krakowian. Z wymuszonej przez strach oszczędności. Nie najlepiej się mam pod względem finansowym. Bo nie najlepiej się mam pod względem pracowym – to co napisałam, to w czystej postaci przykład na eufemizm.

Dla ciekawskich i dla własnej pamięci: poziomka była słodka!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

W Northampton mieliśmy przesiąść się do autobusu do London Golders Green skąd mieliśmy jechać dalej do Stansted Airport London. Godzina przerwy. Według wszelkich obliczeń – siedem minut drogi. Więc żal iść i po prostu siedzieć i czekać. W dodatku wiedzieliśmy, że w pobliżu przystanku National Express nie ma co fotografować. Więc, choć kilka fajnych ujęć. Na pół godziny przed odjazdem – wracamy. W pewnym momencie mamy różne zdania ¬– którędy. Pozostaje dziesięć minut do odjazdu autobusu. Kupiony bilet na ten autobus, na następny i na samolot. Nie ma czasu, by próbować dojść. Nie jesteśmy pewni. Pytamy. Każdy z dwóch zaczepionych mężczyzn wskazuje inną drogę. Żaden nie jest przekonujący. W końcu wołam do trzech dwudziestolatków „help mi”! Proszę, by wezwali nam taksówkę, ale oni – choć chętni – tak jak my, nie wiedzą na jakiej jesteśmy ulicy. Mówię, że mamy już osiem minut do autobusu, a chłopak wskazuje drogę w taki sposób, że mu wierzę. Biegniemy. Ledwo żywi dopadamy do autobusu. Kierowca do nas coś mówi, po chwili łapię, że żartuje i jeszcze po chwili rozumiem, że on jest Polakiem.

Fot. Tadeusz K. Kowalski

W Northampton mieliśmy  przesiąść się do autobusu do London Golders Green skąd mieliśmy jechać dalej do Stansted Airport London. Godzina przerwy. Według wszelkich obliczeń do przystanku – siedem minut drogi. Żal iść i po prostu  siedzieć i czekać. W dodatku wiedzieliśmy, że w pobliżu przystanku National Express  nie ma co fotografować. Więc, choć kilka fajnych ujęć. Na pół godziny przed odjazdem  – wracamy. W pewnym momencie mamy różne zdania ­– którędy. Pozostaje dziesięć minut do odjazdu autobusu. Kupiony bilet na ten autobus, na następny i na samolot. Nie ma czasu, by próbować dojść. Nie jesteśmy pewni. Pytamy. Każdy z dwóch zaczepionych mężczyzn wskazuje inną drogę. Żaden nie jest przekonujący. W końcu wołam do trzech dwudziestolatków „help me”! Proszę, by wezwali nam taksówkę, ale oni – choć chętni – tak jak my, nie wiedzą na jakiej jesteśmy ulicy. Mówię, że mamy już tylko osiem minut do autobusu, a chłopak wskazuje drogę w taki sposób, że mu wierzę. Biegniemy. Ledwo żywi dopadamy do autobusu. Kierowca do nas coś mówi, po chwili łapię, że żartuje i jeszcze po chwili rozumiem, że on jest Polakiem.

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Sobota zaczęła się mgliście. Nie dlatego, że nie było planów co do tego, co będziemy robić, co to, to nie. Miały być dwa długie spacery – jeden całorodzinny, a drugi w okrojonym składzie. A tu z rana mgła i mżawka. Podczas spaceru deszcz się nasilił. Na pierwszy rzut oka było widać, że my nietutejsi. Szliśmy z parasolkami. Po powrocie i krótkim odpoczynku przyszedł czas na spacer drugi. Niebo niespodziewanie się trochę wypogodziło. Minęliśmy kabriolet, a zaraz potem zobaczyliśmy mężczyznę na dachu. W Anglii nikt nie narzeka na pogodę. Nawet jak o niej rozmawia.

Fot. Tadeusz K. Kowalski

Sobota zaczęła się mgliście. Nie dlatego, że nie było planów co do tego, co będziemy robić, co to, to nie.  Miały być dwa długie spacery – jeden całorodzinny, a drugi w okrojonym składzie.  A tu z rana mgła i mżawka.  Podczas spaceru deszcz się nasilił. Na pierwszy rzut oka było widać, że my nietutejsi. Szliśmy z parasolkami. Po powrocie i krótkim odpoczynku przyszedł czas na spacer drugi. Niebo niespodziewanie się trochę wypogodziło. Minęliśmy kabriolet, a zaraz potem zobaczyliśmy mężczyznę na dachu. W Anglii nikt nie narzeka na pogodę. Nawet jak o niej rozmawia.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Ashby Road w Daventry

Pchani przez silny wiatr obeszliśmy dziś Daventry Reservoir,  a potem odkryliśmy Drayton Reservoir  blisko Ashby Road. Domy tu bogatsze niż w okolicy Sharwood Drive, na podjazdach stoją droższe samochody,  trawa świeżo i krótko przystrzyżona – pachnie.  W tym mieście są hektary hektarowych magazynów , a na rzut beretem sielska brytyjskość.

Zapisz

Zapisz