Author Archives: Graz

To nie jest częsty widok. Pusty miejski autobus, przed nim motocykl z napisem „nadzór ruchu”, a za nim samochód policji. Jeden i drugi z błękitnym migającym światłem na dachu. Facet w cywilu musiał przyjechać na motorze „nadzoru ruchu”. Gdzie jest kierowca? Był pijany? Dostał zawału za kierownicą? Na autobusie nie widać żadnych oznak zderzenia, zresztą nie ma drugiego uczestnika ruchu, potencjalnego uczestnika kolizji czy wypadku. Ani potłuczonego szkła. Potrącenie przechodnia? Nie wiem. Na szczęście nigdzie nie ma krwi ani śladów gwałtownego hamowania. Ot, zagadka.

Fot. Tadeusz K. Kowalski

To nie jest częsty widok. Pusty miejski autobus, przed nim motocykl z napisem „nadzór ruchu”, a za nim samochód policji. Jeden i drugi z błękitnym migającym światłem na dachu. Facet w cywilu musiał przyjechać na motorze „nadzoru ruchu”. Gdzie jest kierowca? Był pijany? Dostał zawału za kierownicą? Na autobusie nie widać żadnych oznak zderzenia, zresztą nie ma drugiego uczestnika ruchu, potencjalnego uczestnika kolizji czy wypadku. Ani potłuczonego szkła. Potrącenie przechodnia? Nie wiem. Na szczęście nigdzie nie ma krwi ani śladów gwałtownego hamowania. Ot, zagadka.

Jama na Górce Pychowickiej

Lubię spacery z celem do osiągnięcia. Dziś drugi dzień Wielkanocy 2018, więc wybraliśmy się z Tad i Mat na Uroczysko Wielkanoc w Tyńcu i pod klasztor ojców Benedyktynów. W powrotnej drodze przeszliśmy przez Górkę Pychowicką, gdzie są trzy schowane w lesie kawerny austriackie. Wiatr wiał okrutnie, a ja bez czapki. Na szczęście miałam ze sobą szeroki szal, który nałożyłam na głowę. Ciepła może nie dawał, ale choć wiatr nie wpadał mi jednym uchem i nie wypadał drugim. Nie wiem jak wyglądałam. Na pewno nie tak ładnie jak dziewczyna, która biegła w Tyńcu przez ul. Browarnianą. Ubrana była w dres i buty do biegania a na twarzy miała pełny makijaż. Na mnie zrobiła wrażenie.

 

Czarny piątek 2018 w Warszawie.

Fot. Tadeusz K. Kowalski

Nie mogłam być na manifestacji, bo akurat w ten dzień i w ten czas miałam laserowy zabieg oka. Ale widziałam jak idą i się wzruszyłam. Poczułam moc tłumu.  Moc ludzi, którzy walczą o prawo stanowienia o sobie, o swoich bliskich, a gdzieś tam też o nas wszystkich – społeczeństwie. Bo ono  nie umie, a może też nawet nie stać je na to, by ułomne dzieci  leczyć i utrzymywać je oraz ich rodziców.

Órsynuf – portret nieznany. Po oglądnięciu zdjęć z wystawy „Órsynuf ¬ ¬ – portret nieznany” jestem zbudowana. Ursynowianie w domach nie mają polskich flag ani swastyk. Prawdziwe życie wygląda zupełnie inaczej niż to o czym czyta się w gazetach. Jak jest w telewizji - nie wiem, bo nie mam telewizora. Między innymi dlatego, że w nim jeszcze dalej od tego co dla nas ważne. Jeśli nie jest się plotkarzem, i jeśli człowiek ma życie inne oprócz tego na ekranie.

Fot.  Mirosław Kilijańczyk 

Órsynuf ­ ­ – portret nieznany.  Wpadłam na wystawę, znając jedynie jej  tytuł. Po kilku zdjęciach zorientowałam się, że tak pewnie wyglądają wnętrza ursynowskich mieszkań i ich domownicy.  Autor fotografii – Mirosław Kilijańczyk – marzy o tym, by uwiecznić wszystkich ursynowian.  To nie jest łatwe namówić ludzi, by wystawili siebie i swoje mieszkanie do obiektywu.  Mirkowi  to się udaje jak  niegdyś Zofii Rydget, gdy tworzyła swój „Zapis socjologiczny”. Jej musiało być łatwiej. Była starsza od Mirka i do tego kobieta. Od krakowskiego fotografa G.K. wiem, że wpadała do wiejskiego domu i mówiła, że robi zdjęcia dla papieża. To dawało fenomenalny efekt.  Mirek po prostu budzi zaufanie swych bohaterów. Ja jednak chyba bym go nie wpuściła do domu. A może się mylę? Projekt firmuje też Ewa Wojciechowska – psycholożka. Oboje rocznik 1976, chodzili razem do podstawówki  nr 310 przy ulicy Hawajskiej . Wpadli na siebie po latach w metrze niczym Meryl Streep i Robert de Niro w filmie „Zakochać się” i stworzyli coś niezwykłego. Przypominają  o istnieniu małych ojczyzn. Pokazują, że prawdziwe życie toczy się tam,  gdzie żyjemy i mieszkamy. Zdjęcia mówią  ­– dla mnie – jedno: dajcie nam żyć spokojnie i cieszyć się codziennością.

Mirek dostał list, który może jest zaczątkiem tego, że jego marzenie się spełni:

Dzień dobry,
jestem mieszkanką Ursynowa Północnego od sierpnia 1979. Zapraszam do
obejrzenia mojego mieszkania. Mieszkamy na parterze,
mamy też bardzo duży taras i ogródek, który był dwukrotnie nagradzany w
konkursach. Myślę, że zainteresuje Pana wystrój  - mamy jeszcze stare
szafy tzw. "łódzkie" (podobne do słynnych "Kowalskich"), cały przedpokój
jest jeszcze wyłożony niemodną boazerią, na razie nie stać nas na
modernizację. Kuchnia także jest w drewnie , zaprojektowana i wykonana
osobiście przez mojego męża. Każdą listwę sama szlifowałam - nie są
lakierowane, tylko pociągnięte caponem. Niestety w niedługim czasie będę
musiała całkowicie kuchnię przerobić - nie mogę się już ani schylać, ani
wchodzić na stołki, a szafki sięgają sufitu. Poza tym mamy sporo
ciekawych pamiątek rodzinnych. Nie mogłam przyjść na wernisaż, bo
wieczorami nie wychodzę już z domu - nie mam z kim zostawić prawie
niewidomego męża po udarze, sama też niepewnie się czuję w ciemności.
Zostawiłam panu Bukowieckiemu wizytówkę dla Pana, ale dziś znalazłam ten
adres, więc chyba tak będzie szybciej.
Podaję telefon: xxxxxxx, ale proszę o cierpliwość, bo poruszam się
wolno i nie zawsze zdążę odebrać.
Pozdrawiam serdecznie i gratuluję ciekawego pomysłu
Anna B. Órsynuf ­ ­ – portret nieznany.

 

 

 

87. i 79. urodziny w Puszczy Kampinoskiej. 15 km spaceru

Fof. Tadeusz K. Kowalski

Palmiry. Przed startem trzeba było się napić. Rysiek niedawno skończył 87 lat, a zaraz Alina skończy 79. Dziś było nieźle, 12 km w trudnym terenie, bo nie chodzimy po utartych szlakach. Ja przeszłam więcej, bo chodzę tam i z powrotem. Z grubsza 15 km. Żaden wyczyn, a jest frajda.