Kartka z kalendarza

Kane  – tak się mówi na japońskie dzwony i gongi. One nie mają serca. Żeby zabrzmiały, trzeba w nie uderzyć od zewnątrz drewnianą belką (shumoku). Kopia dzwonu darowanego Warszawie przez zbombardowane w 1945 roku przez Amerykanów bombami atomowymi Hiroszimę i Nagasaki, zawisła w pagodzie przy Służewskim Domu Kultury. Oryginał skradziono w 2002 roku.

Fot. Tadeusz K. Kowalski

Kane – tak się mówi na japońskie dzwony i gongi. One nie mają serca. Żeby zabrzmiały, trzeba w nie uderzyć od zewnątrz drewnianą belką (shumoku). Kopia dzwonu darowanego Warszawie przez zbombardowane w 1945 roku przez Amerykanów bombami atomowymi Hiroszimę i Nagasaki, zawisła w pagodzie przy Służewskim Domu Kultury. Oryginał skradziono w 2002 roku.

Nowe wiaty przystankowe w Warszawie nie chronią przed słońcem
Nowe wiaty przystankowe w Warszawie nie chronią przed słońcem

Na warszawski przystanek Iwicka, mój pobliski przystanek, przywieźli nową budkę. Niby ładna, ale już wiem, po tym jak w upał czekałam na autobus na przystanku Stępińska, że ładne nie znaczy dobre. Nie ma tu gdzie się skryć przed słońcem. Ani pod daszkiem, ani za ścianą budki cienia nie ma.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Fot. Tadeusz K. Kowalski

Dziś byłam obciąć włosy na Woli u pani Magdy. Lubię ją m.in. za to, że umie milczeć. Dziś zapytała, co myślę o uchodźcach. Jak zwykle, grało radio. Tym razem Zetka. A w nim mnóstwo słów podgrzewających atmosferę strachu i nienawiści (nie wprost). Prawda jest taka, że nawet jak przyjmiemy 200 tys. uchodźców, nas jest ok. 37 milionów. Ci, co przyjdą, to kropla w morzu. Radiomaryjnych jest więcej.

rsz_caciocavallo

Fot. Tadeusz K. Kowalski

Nie stać mnie w tym roku, by pojechać do Apulii (Puglia), to kupiłam sobie trochę sera caciocavallo – najmniejszy z możliwych kawałków, czyli ćwiartkę za 38 zł (120 zł /kg na włoskim kiermaszu na Placu Konstytucji w Warszawie). Nie brałam sera w worku, bo pani dała mi go wcześniej spróbować. Pięknie pachnie, jest twardy, więc nie ma w nim wody i ma słodki smak, jak przystało na południowe Włochy. Przy okazji dostałam do posmakowania ser z truflami (190 zł/kg) – dla skomentowania smaku westchnę tylko „ach” i „och”, zapach zniewalający – oraz provolone, trzyletni ser (180 zł/kg), też słodkawy, ale głębszy niż caciocavallo w smaku. Chwyta za serce. Nie wiem czy gdybym zapłaciła za podróż, stać by mnie było na rozkoszowanie się tymi rarytasami. Dla krakuski płacącej podatek w Warszawie, która dzięki temu ma na komunikację miejską kartę warszawiaka, smaki Apulii jak najbardziej okazały się w zasięgu ręki. Kupiłam akurat caciocavallo, bo nie tylko mnie ujął smakiem, ale i wyglądem. Przypomina tykwę, którą po związaniu na cieńszym końcu wiesza się – chciałoby się powiedzieć pod powałą – ale po prostu, gdzieś w górze. W czasach, których nie pamiętali nawet nasi pradziadkowie, podczas transportu, zawieszano ser na koniu po obu stronach siodła w workach połączonych sznurem. Stąd wzięło się w języku włoskim określenie „skończyć jak Caciocavallo”, czyli dać się powiesić. Ja nie zamierzam, czego i Wam życzę.

Cacio – znaczy w języku włoskim ser, a cavallo – koń.

1 Comment

Jadzia Pętlak odlatuje do Australii.
Jadzia Pętlak odlatuje do Australii.

Na lotnisko jechałam dłużej niż Jadzia leciała ze Szczecina do Warszawy. Uciekł mi pociąg dla odlatujących, jak się okazało, jeździ co pół godziny. A jak ruszy, nie przekracza 50 km/h, jakby obowiązywały go przepisy ruchu drogowego. Pojechaliśmy z Tadeuszem w tę czasochłonną niedaleką podróż, żeby pożegnać Jadzię, powracającą do swojego domu w Whyalla nad zatoką Spencera. Jadzia to polski podróżny ptak, który 35 lat temu odleciał z mężem i dwójką dzieci z Polski – przez Szwecję, która ich nie chciała i Austrię, która ich nie chciała – do Australii. Po zmianie ustroju w Polsce powraca tu dwa razy w roku. Bazuje w Szczecinie, skąd wyrusza a to do Gruzji, a to na Ukrainę czy Sardynię. My poznaliśmy ją podczas objazdu Senegalu i Gambii.