1 sierpnia w Warszawie porusza mnie. Myśl o dzieciakach konających w bólu i rozpaczy, ich osieroconych matkach i ojcach. Jesteśmy na tyle ważni, że z myślą o nas 71 lat temu powstańcy warszawscy walczyli i ginęli? Na zdjęciu dziewczyna z powstania. Na szczęście, uśmiechnięta.
Kartka z kalendarza
Higieniczna matka
Zza krzaków
W Łazienkach Królewskich dzień powszedni
Nie do zdarcia
Koniec weekendu
Wróciłam z mojego domu do mojego domu. Z Krakowa do Warszawy. Pociąg przyjechał i odjechał. Tory zachowują czujność. Czekają. W dowolny weekend a nawet w dowolny dzień tygodnia zawiozą nas gdziekolwiek zechcemy. Skąd? Dokąd? Zewsząd dowsząd - jak mawia Anna B.
I’m happy again
„Deszczową piosenkę” i inne kiczowato-bajkowe filmy muzyczne kochałam w dzieciństwie bardziej niż „Bonanzę”. Wtedy w TV mało było filmów z Zachodu. Po ślubie – oprócz składkowego prezentu – od przyjaciół, dostaliśmy w prezencie po parasolce. Po coś wyszłam z naszej małżeńskiej suterynowej norki z Markiem Żymłą. Był piękny letni zmierzch. Wzięłam swą bladozieloną z delikatnym beżowym ornamentem dużą drewnianą parasolkę i szliśmy z Markiem wzdłuż alei Puszkina (dzisiaj Focha). Marek śpiewał:
“I'm singin' in the rain
Just singin' in the rain.....”
a ja tańczyłam wokół parasolki. Dziś na ul. Bożego Ciała w Krakowie znów I’m happy.










