W każdym wieku można przyjść i pograć. Według harmonogramu zapisanego w regulaminie. Od godziny 20 do 22 dorośli bez instruktora. Na zdjęciu młodzież pod okiem instruktora? Godz. 16 do 20.
Author Archives: Graz
Motory są wśród nas a my wśród motorów
Godzina 16.15. Na ulicy Spacerowej w Warszawie autobus 167 zjeżdżając w dół gwałtownie hamuje. Zakonnica na plecach ślizgiem przemieszcza się ku podestowi siedzenia usytuowanego na kołach i uderza w ten podest głową. Pasażer krzyczy w stronę kierowcy: – Pogotowie, wezwać pogotowie.
Ludzie instruują siostrę, by się nie ruszała i nie podnosiła. Podchodzi druga zakonnica z odległego miejsca w autobusie. Gdy na przystanku „Spacerowa” już wszyscy czekają na wezwaną karetkę Pogotowia Ratunkowego, zdenerwowany kierowca żałuje, że akurat w tym pojeździe nie ma kamer i trudno mu będzie udowodnić, iż motocyklista zajechał znienacka mu drogę i żeby go nie zabić, gwałtownie zahamował. Po pierwszej obdukcji zakonnicy ratownicy medyczni pozwalają jej pójść bez asekuracji do karetki. „Motory są wśród nas” krzyczą plakaty, ale ludzie bez karoserii są przecież od motorów słabsi.
W poszukiwaniu Bugu w Arciechowie
Fot. Tadeusz K. Kowalski
Było nas czworo. Trochę się sprzeczaliśmy o istnienie Bugu w tej okolicy. 70-letnia (dane dokładne, pochodzą z wywiadu) kobieta z dzieckiem w wózku twierdziła, że Bugu w okolicy nie ma – najwyżej Starorzecze. Alina (która przepytała kobietę na okoliczność wieku) też w istnienie Bugu w okolicy mocno wątpiła.
Spędziłam niedzielę wśród bocianów, mew, łabędzi, kormoranów i jałówek, z panoramą dzikiego Mazowsza. Ale to klacz i źrebak ssący jej mleko podbili moje serce.
Pochmurne piękno
Dziś oglądałam zdjęcia z Wietnamu sprzed 60 lat
Defilada w Haifongu (Haiphong). Dotykam zdjęć sprzed czasów moich narodzin. Porządkuję materiał zebrany o Tadeuszu Noińskim. Synu Leokadii (Lodzi), siostry mojej babci Ireny Zaranek. Obie z domu Miąsek.
20 lipca 1955 r. Mój wujek Tadek – major Tadeusz Noiński – jest z misją międzynarodową wysłaną do Wietnamu po Konferencji Genewskiej z 1954 r. To wtedy podzielono Wietnam wzdłuż 17. równoleżnika: na część północną pod rządami Viet Minhu i południową, czyli rządzoną przez byłego cesarza Bảo Đạia.
Kaczka stoi skosem czy bokiem?
Żadne umpa, umpa
Fot. Tadeusz K. Kowalski
Z działań policji najbardziej lubię próby jej orkiestry. Czasem je podsłuchuję idąc ulicą Krasnołęcką w Warszawie (zabudowania Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji i Wydziału Koordynacji Gospodarki Transportowej Biura Logistyki Policji Komendy Głównej Policji przy ul. Iwickiej 14). Nigdy nie lubiłam orkiestr mundurowych, ale te próby wywołują zawsze uśmiech na mojej twarzy. Muzycy ubrani w cywilne łachy grają same wesołe kawałki. Grający zwykle są tylko do usłyszenia a nie do obejrzenia. Dziś jednak duchota zmusiła ich, by otworzyć okna. I pokazali tuby.
Dwóch facetów znudzonych robotą
Od Poczty Polskiej chroń nas
Numerek „062”, który mi wypluł automat, zapowiadał długie czekanie. Dopiero „ 042” wyświetlało się nad okienkiem „9” poczty przy ul. Chełmskiej w Warszawie. Gdy starsza pani weszła do sali z bloczkiem z wcześniejszą niż moja liczbą i stwierdziła „Ojej bez komputerów, to szło szybciej”, postanowiłam działać.
Podeszłam do młodego poczciarza siedzącego przy komputerze za okienkiem. Sennie obsługiwał stojącą po mojej stronie kobietę. Spytałam, czy mogę prosić o znaczek, bo list chcę wrzucić do skrzynki. Popatrzył na mnie. Przeciągle. Skan wyrazu twarzy byłby nie pierwszym dowodem na to, że w Urzędzie Pocztowym 36 w Warszawie nierzadko dobiera się pracowników poprzez selekcję negatywną. Ale nie wolno publikować twarzy ludzi, dla których wymyślono bezrobocie, a którzy mogą umknąć przeznaczeniu dzięki istnieniu niektórych urzędów pocztowych. Sprzedałabym w tym czasie co najmniej kilkanaście znaczków, kiedy poczciarz patrząc mi w oczy – co przecież też zajmuje czas i absorbuje trudną do okiełznania uwagę – wypowiedział, dającą mi do myślenia kwestię: „Jak pani idzie do hipermarketu, to też pani stoi w kolejce” – rzekł był.
Nie wiedzieć czemu dziś nie można kupić znaczków w pierwszym lepszym bądź gorszym kiosku. Tak dobrze to było w złych czasach, kiedy niechętnym nauce dziewczynkom rodzice w domu mówili: jak się nie zaczniesz uczyć, to przez resztę życia będziesz przybijać na poczcie stemple.
Żeby nikt mi nie zarzucił stronniczości: w Urzędzie Pocztowym 1 przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie, obsługa jest doskonała. Poczciarze, głównie panie, nawet zdążą mimochodem zaproponować sprzedaż ubezpieczenia Poczty Polskiej. Żałuję, że nigdy nie spytałam: na wypadek czego?









