Dolina Środkowej Wisły. Czy wiecie, że Wisła to ostatnia tych rozmiarów rzeka w Europie, która na wielu odcinkach i w sumie na ogromnej długości jest dzika? Dziś ją widziałam: Wisłę leniwą, szeroką z łachami piachu. Jest piękna. Ba, nawet w niej się kąpali ludzie.
Author Archives: Graz
W upały po zmroku jest bezpiecznie
Fot. Tadeusz K. Kowalski
Ponieważ nie lubię łazić bez celu, gdy nareszcie temperatura spadła do 30 st. C, poszłam z kijami na Skwer 1. Dywizji Pancernej WP, by zobaczyć multimedialną fontannę. Na ogół unikam ludycznych imprez, ale dziś po upalnym dniu, bardzo chciałam się przejść. Multimedialny Park Fontann w Warszawie okazał się niezłym celem. Szkoda, że trudno stamtąd wrócić miejskim autobusem. Zarząd miasta chyba jeszcze nie słyszał o regularnych multimedialnych pokazach woda-światło-dźwięk w mieście.
Co w sobotę w upał ludzie robili w mieście?
Jeśli ktoś był dziewczynką i miał wyrozumiałą mamę, to w złotych sandałkach próbował wejść do świeżej kałuży. Sztucznej, nie z deszczówki.
Chłopcy z ojcami z poczuciem humoru mogli ćwiczyć w kałuży pluski.
Opaleni emeryci po powrocie z Krynicy Morskiej wsiedli na prom, by na Saskiej Kępie podtrzymać swą opaleniznę. Płyn, który wyciekał z ich torby na kółeczkach wyglądał na wodę.
Kiedy małżeństwo wypoczęte i opalone w Krynicy Morskiej przeprawiało się na drugi brzeg ….
w tym czasie na plaży na Saskiej Kępie już skwierczało.
Nieróbstwo na stateczku, to wypróbowany sposób aktywności w upał.
Kolejki po nieróbstwo nie powinny dziwić tych, którzy doświadczyli niechcica. Z jednym wyjątkiem: tych, którym tak się nie chce, że nawet nie staną w kolejce za tym, żeby nie musieć czegokolwiek robić.
Pracowici przygotowywali się do wielkiej fali. Kiedy indziej, w innym miejscu i z nabytymi nowymi umiejętnościami.
Zawsze są tacy, którzy koczują. Upał to tylko pretekst.
Warszawska Wisła milsza jest na wodzie niż w niej.
Inteligentni rowerzyści nie tylko spowolnili pedałowanie, ale i nie stronili od zraszania swych szprych i ciała.
To też rowerzystka. Odstawiła swój jednośladowy pojazd, by nie narazić go na korozję. Sama do wody również podeszła nieufnie.
Jak zawsze, znaleźli się tacy co podskakiwali. Choć do rytmu.
Większość jednak w stolicy dziś w upał odpoczywała.
Jutro - 05. 07. 2015 r. - ma być jeszcze większy upał. Wakacje w ciepłym kraju bez dodatkowych kosztów. Mam nadzieję, że do końca nie pójdziemy w ślady Grecji.
Fot. Tadeusz K. Kowalski
Wagary, czyli w piątek plaża, ratownik i nasza czwórka do brydża
20 km od mojego warszawskiego adresu jest bosko, więc ze zrozumiałych względów nie podam nazwy własnej. W upalny weekend na ogół ciasno, ale w dzień powszedni warto wypaść tam na wagary. A ja w wagarach mam poważne zaległości. W czasach szkolnych byłam na nich raz w życiu (z siostrą) a i tak ze słusznego poczucia winy ojciec kazał mamie napisać nam usprawiedliwienie. Po dzisiejszym wypadzie na skórze mam słońce, a pod skórą przyjemny chłód czystej, naturalnej wody. Nie graliśmy jednak w brydża, bo z całej czwórki tylko ja bym mogła coś zalicytować i rozegrać. Chociaż to pozostała trójka trzyma w garści punkty.
Lotny patrol drogówki pokonuje patrol stacjonarny
Fot. Tadeusz K. Kowalski
Ostatnio często jeżdżę z Warszawy autostradą do Milanówka albo Grodziska Mazowieckiego. W drodze powrotnej widzę, że na Wolskiej (na szczęście po przeciwnej stronie z Centrum w kierunku Powstańców Śląskich) policjanci drogówki zwykle stoją z pistoletem do łapania tych, którzy na czteropasmowym trakcie jadą trochę szybciej. Dziś niebiescy stróże powolnej jazdy mieli pecha, bo kilkaset metrów wcześniej policjant na motorze zgarnął im klienta. Panowie-policjanci drogówki o co konkurujecie, wylotowych dróg czteropasmowych w Warszawie jest tyle, że dla każdego wystarczy.
Najnowszy System Segregowania Samochodów
30. 06. 2015 r. Trzy razy „S”.
Fot. Tadeusz K. Kowalski
Po pierwsze: odpadają a raczej wypadają z obiegu samochody ze złymi hamulcami.
Fot. Tadeusz K. Kowalski
Po drugie: zagapienie się zostaje należycie ukarane, prawie tak należycie, jak zostaje ukarany dobry uczynek.
Fot. Tadeusz K. Kowalski
Po trzecie: nie należy walić w dupę silniejszego.
Dodatkowa informacja: kierowcą był tym razem mężczyzna. Taki co nie dba o muskulaturę ani o koncentrację.
Truskawki poziomkowe już się kończą
Dziś za kilogram truskawek poziomkowych zapłaciłam 4 zł. Kupiłam je – jak co dzień – na skwerze, na rogu Czerniakowskiej i Nehru od pana, który sprzedaje je w śnieżnobiałej, staranie wyprasowanej koszuli. Lista dobrych cech truskawek jest długa: dużo witaminy C, żelaza, wapnia, magnezu i fosforu, 100 g ma 28 kalorii, zapobiegają anemii, działają antydepresyjnie, wzmacniają kości i poprawiają wygląd skóry, paznokci i włosów. Odtruwają organizm, obniżają ciśnienie i usuwają nadmiar złego cholesterolu. To tylko niektóre ich właściwości. Ja po prostu lubię ich smak i zapach.
Latem tylko w wodzie
Koszyki już nie koniec a środek miasta
Wciąż nie widać postępów przy rewitalizacji dwóch ocalonych oficyn bramnych Hali Targowej na Koszykach w Warszawie. Ale prace na terenie budowy wydają się żwawe. Wokół hali – niestety nie przeznaczonej do pełnienia funkcji hali La Boqueria z La Rambli w Barcelonie – mają być następne biurowce.
Fot. Tadeusz K. Kowalski
Czy Elżbieta Wichrowska – właścicielka zakładu fryzjerskiego pod nr 64 na Koszykowej przetrwa najazd kołnierzyków i garsonek w szpilkach? Myślę, że nie. Bo czy ktoś wpadnie do zakładu nie z tej epoki i nie z tej planety tylko dlatego, że Marszałek Piłsudski w nim się strzygł? Odpowiedź też brzmi „nie”. Pani Ela jednak może i tak wygrała w życiu swój drugi los na loterii. Cegły, które wzięła na pamiątkę podczas rozbiórki hali zapewne już wzmacniają jej poczucie szczęścia.
Fot. Tadeusz K. Kowalski
Trzeba bowiem wiedzieć, że pani Ela Wichrowska w życiu generalnie ma fart.
Pierwszy los na loterii
– Zawsze wiedziałam, że chcę być fryzjerką a nie jak chciał tata, agronomką – mówi kobieta rodem z Łomży. To ciocia powiedziała Eli, że pani Irena Zysk szuka uczniów do zakładu. – W tym czasie było nas trzy uczennice – wspomina Elżbieta Wichrowska. Mimo że szefowa proponowała jej stałą pracę, pani Ela wyjechała do Warszawy. Żeby spełnić swoje marzenie. Zatrudniła się w 1973 roku w zakładzie Ludwika Kowalewskiego. W 1983 r. zaproponował jej , żeby kupiła od niego zakład. – Ja czesałam i strzygłam, układałam fale, a mój mąż Marek (zmarł w 1978 r.) siedział na zapleczu z szefem i rozmawiał. Już po śmierci męża, pewnej soboty, szef zapowiedział, że chce ze mną porozmawiać. Trochę się wystraszyłam, bo już było późno. Koło godz. 19. A on zaproponował mi wtedy, żebym kupiła od niego zakład. Nie miałam tyle pieniędzy, a poza tym szef miał bratanicę, którą wyszkolił na fryzjerkę – Bogusię. Do tego kuzyn żony szefa – Sławek – był też fryzjerem. Zapytałam czy oni nie będą mieli o to pretensji? Powiedział, że oni zakład zmarnują, a ja nie.
I Elżbieta Wichrowska spłaciła lokal w ratach. Były szef jeszcze przez 10 lat z nią pracował. Czasem na ratę spłaty za lokal, pani Ela pożyczała pieniądze od swoich uczennic.
Drugi los na loterii
Czy przyszedł czas na kumulację? Dziś w 2015 r., naprzeciwko zakładu fryzjerskiego, rośnie coś niewyobrażalnego. W czasach komuny i jej pustych półek pani Ela dzięki hali, zawsze miała dobre zaopatrzenie. Przecież znała wszystkich sprzedawców po imieniu. Dziś kołnierzyki i garsonki pewnie nie przyjdą do niej po nową fryzurę. Chyba, że jeden z nich wpadnie, żeby odkupić lokal. Pani Ela o tym nie mówi, ale czuje się, że o tym wie. Przecież zawsze w życiu ciągnie pełne losy .
Fot. Tadeusz K. Kowalski
*Hala Targowa Koszyki w Warszawie oficjalnie została otwarta w marcu 1909 r. Oszklona konstrukcja stalowa dwukondygnacyjnego budynku z wieżyczką i krętymi do niej schodami nawiązywała do ówczesnej w Europie mody na secesję. Halę projektował 33 - letni architekt z pokaźnym już dorobkiem, Juliusz Dzierżanowski. Teren przeznaczony na halę był niewielki i w kształcie trójkąta - narzucał oszczędność w architektonicznej wizji. Powstała hala w kształcie podkowy z dwiema wysuniętymi ku ulicy nawami. Dzięki cofnięciu frontu budynku mogły na dziedzińcu hali stawać wypełnione towarem wozy, nie zastawiając innych na ulicy. Wnętrze hali zaplanowano w najdrobniejszych szczegółach. Wszystko tworzyło harmonijną całość. Dziedziniec wybrukowano kostką, a na froncie i z tyłu budowli (od strony podwórka) zamontowano identyczne secesyjne bramy.
Galeria zdjęć z Koszyków w Warszawie, czerwiec 2015 r.







































